82 starcia w kilka miesięcy. Dodatkowo dochodzą także kolejne mecze w rundzie play-off, a w okresie ogórkowym pojedynki sparingowe no i również długie jednostki treningowe. Takim wysiłkom co sezon poddawani są zawodowi koszykarze na co dzień prezentujący koszulkę którejś z drużyn amerykańskiej NBA. Nie można się więc dziwić, iż każda z 30 ekip ma w swoich szeregach nie jednego, czy dwóch a całą rzeszę fizjoterapeutów którzy wykonują masaż.
Ryzyko nabawienia się urazu w sporcie tak bezpośrednim jakim jest koszykówka jest wszystkim wiadome. Gdy umieścimy naprzeciw siebie kilku niesamowitych atletów, dla których głównym celem jest wygrywanie ponad wszystko, gdy gra toczy się o zawrotne sumy pieniędzy a pierwsze skrzypce nagminnie grają adrenalina i chora ambicja nietrudno o niebezpieczne kontuzje. A nim mają zapobiec nie tylko stretching, joga czy regenerujące odżywki, ale przede wszystkim eksperci z punktów oferujących masaż.
Jak wiadomo praca przy profesjonalnej drużynie sportowej jest zadaniem tak męczącym, że często cały etat. A niekiedy także i dłużej.
Zawodowi sportowcy nie mają czasu na wybranie się do gabinetu urody masażom oddając się albo po meczach, albo nawet w czasie rejsu wyczarterowanym odrzutowcem. Kompleksowe obsłużenie 120-kilogramowego faceta wymaga nie lada wprawy, dlatego zawód ten proponowany jest głównie dla mężczyzn.
Po treningach czy sparingach w kolejce do fizjoterapeutów zjawiają się całe rzesze.
Pierwszeństwo zwykle mają ci, którzy w konkretnym meczu rozegrali najdłużej a ich organizm poddany był najbardziej odczuwalnym obciążeniom. I choć często spieszy się im do domów, do swoich familii, każdy wie jak nieocenione jest troska o swoje narzędzie pracy. A nic nie wylajtowuje i nie relaksuje jak zawodowy zabieg masażu.
Jak widać na sukces określonego zespołu lub chociażby dyspozycję dnia konkretnego zawodnika składa się bardzo dużo zależności. Ważne są nie tylko budżety, ale również drużynowa chemia, logistyka, odżywianie czy właśnie masaże.