Gdy zakładałem swą własną stronę internetową, gdzie wraz ze swoimi przyjaciółmi (wieloletnimi, wiernymi i zakręconymi fanami sportu) zamierzałem wybierać z oferty największych zakładów bukmacherskich w kraju najbardziej opłacalne naszym zdaniem zakłady sportowe, nie spodziewałem się, że zajęcie to okaże się być takim trudnym. Jako, iż w w pracy nas stroną uczestniczyła nas czwórka, każdy odpowiedzialny był za ,swoją” dyscyplinę sportu. Jeden z nas miał piłkę nożną i narty, drugi jeździectwo oraz skoki narciarskie, konikiem kolejnego były profesjonalne ligi amerykańskie – basket, futbolu amerykańskiego i hokeja, a czwarty z nas najlepiej czuł się w tenisie oraz oczywiście żużel. Szło nam całkiem przyzwoicie, w ciągu roku działalności z reguły oscylowaliśmy wokół pięćdziesięcioprocentowej skuteczności typów, co było rezultatem dobrym. Trzeba jednak pamiętać, iż dziennie wybieraliśmy przynajmniej 5-7 najatrakcyjniejszych zakładów, z których ani jeden nie był typem z grupy pewniaków – takie wybierać to żadna sztuka…
Na koniec roku zrobiliśmy zestawienie, aby oszacować, które dyscypliny lub też które ligi są odpowiednio najtrudniejsze oraz najłatwiejsze do typowania. Rezultaty zaskoczyły nas samych. Najwięcej celnych typów, z których korzystający z naszych porad gracze odnosili największe korzyści finansowe, dawała nam futbolowa Liga Mistrzów. To o tyle niespodziewane, iż co roku przytrafiają się w niej ogromne niespodzianki, żaden zespół w historii nie podbił jej przecież dwukrotnie z rzędu. Piłka kopana, w ogóle znajdowała się wysoko. Liga Europejska oraz polska ekstraklasa także dawały przyzwoite przychody – szkoda, że portal nie utrzymał się do mistrzostw Europy 2012 – byłaby kolejna dobra okazja do uzbierania sporej kasy. Najgorzej szło nam jednak z ligami amerykańskimi i to w sportach, które naszym zdaniem były stosunkowo przewidywalne. NBA, NHL oraz NFL ze względu na ogromną liczbę rozgrywanych spotkań okazały się jednak całkowicie niemożliwe do opanowania.